Sekcja subietywna

Heliotropowy brak weny po raz drugi :)
(17 maja 2012 )

Autor:: admin | Kategoria: Bez kategorii | Komentarze (0)

Heliotropowa bransoletka Alicji, którą pokazywałam wczoraj, nie była jedyną rzeczą, przy której zmagałam się z jakimś brakiem weny i ogólnym nieudawaniemsię. Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy myślałam nad dyndajowym bałaganem Alicji, w pracowni rozbebłany był komplet ślubny dla Pani Marceliny.

Pani Marcelina chciała, aby wykonać dla niej ślubne kolczyki w odcieniu Heliotrope, który idealnie pasowałby do jej (ręcznie przez nią zrobionego! wow!) bukietu :) Troszkę nad nimi podumałam i poszło nawet gładko, a powstało coś takiego:

przy czym z pewnością zauważycie w nich gronka, które natchnęły mnie później do dołożenia dyndajów do bransoletki Alicji :)

I o ile kolczyki nie stawiały większych oporów, udało się zrobić to, co zamierzyłam, o tyle z bransoletką nie było już tak łatwo, oj nie.

Wskazówki Pani Marceliny pozostawiały mi wiele swobody – bransoleta miała być po prostu wyrazista, widoczna i bogata. Padła wzmianka o kryształowym dyndaju przy zapięciu albo o wyplecionym z większych kryształów kwiatku z listkiem, ale tak naprawdę mogłam popuścić wodze fantazji po swojemu.

Podążyłam tropem kwiatka i wydumałam, że taki centralny element byłby bardzo pożądany jako mocny akcent, ale może nie kwiatek, bo to zbyt dosłowne nawiązania do bukietu. Oczyma wyobraźni zobaczyłam bardziej coś w rodzaju wachlarzyka z trzech wielkości kryształów, takiego, który ładnie ozdobiłby wierzch dłoni. Do tego obwód już mniej ozdobny, ze splatających się dwóch rzędów mniejszych kryształków.

I wszystko to bardzo pięknie, wyobraźnia dobra rzecz ;) ale jak to, u licha ciężkiego, zrobić? :D Bo narysować można wszystko, a rzeczywistość potem wszelkie wizje brutalnie weryfikuje :D

Nie zliczę ile wieczorów spędziłam przy biurku, prowadząc z sobą zaciekły dialog składający się w głównej mierze ze słów powszechnie uważanych za nieprzystojące damie w jakimkolwiek wieku ;) Bez efektu. Ciągle wychodziło nie to – albo wachlarzyk za bardzo kwiatkowy, albo nie trzymał kształtu, albo się zwijał i wykrzywiał, albo odległość między kryształkami sprawiała, że zupełnie nie przypominało to pierwotnego wyobrażenia. Fe.

Zdruzgotana sięgnęłam po plan B i zrobiłam coś w rodzaju Szmaragdowego liścia, o którym Pani Marcelina też wspominała. Ale sfrustrowana byłam szalenie, bo musicie wiedzieć, że ja nie znoszę się poddawać i jak coś już sobie wymyślę, to nie spocznę, póki planu nie wykonam :)

Kolczyki wraz z bransoletką-kompromisem (która nawet nie dostąpiła zaszczytu bycia sfotografowaną) ruszyły na spotkanie z Panią Marceliną i jej narzeczonym, Panem Stefkiem, którzy akurat z pięknego Szczyrku przybywali do Krakowa.  I niby wszystko OK, niby bransoletka może być, ale ja sama byłam z niej niezadowolona i mierziło mnie strasznie, że to nie to, co chciałam. A kiedy patrzyłam na Panią Marcelinkę, wydawało mi się, że ona też nie jest tak stuprocentowo przekonana do wersji zastępczej. Na szczęście bransoletkę trzeba było zwęzić, zapakowałam ją więc z powrotem i postanowiłam, że choćbym miała trupem paść, tę pierwszą wersję jeszcze zrobię. Jakem Edyta :D

Wywlekłam więc z siebie wszelkie obficie występujące pokłady dożartości i uporu i znów zasiadłam do wyplatania. No przecież nie pokona mnie garstka jakichś wynędzniałych Swarów! Albo ona, albo ja! :D  Tysiąc razy prułam i splatałam kryształy od nowa, aż wreszcie powstało to, o co mi chodziło od samego początku, ufff! :)

Bransoleta ślubna Pani Marcelinki - Swarovski i srebro

Bransoleta ślubna Pani Marcelinki - Swarovski i srebro

Bransoleta ślubna Pani Marcelinki - Swarovski i srebro

Nieprzyzwoicie podekscytowana wysłałam Pani Marcelince zdjęcia z zaznaczeniem, że jeśli pierwsza wersja podobała jej się bardziej, to ja tej bransoletki chyba nikomu nie oddam, tylko zostawię dla siebie, choćbym miała nigdy nie mieć okazji jej założyć ;) I gdy Pani Marcelina odpisała mi, zaczynając słowami:

  • hmmm jakby to napisac…

przyznam, że niemal zawału serca dostałam, bo byłam przekonana, że dalej przeczytam już tylko, jakie to ze mnie beztalencie i bezguście :D A tu ciąg dalszy zgłoła odmienny:

  • … bedzie Pani musiala sobie zrobic druga :)  

Tak oto Klientka żartem niemal odesłała Marisellę z tego świata :D

Ale półmartwej czy nie, kamień z serca spadł mi przeogromny, a uśmiech mi się jeszcze dodatkowo poszerzył kiedy doczytałam, że nawet Pan Stefek oderwał się od meczu FC Barcelony, żeby na bransoletkę zerknąć. To dopiero komplement! :)


Tagi: , , , , , ,

Wsysło i ledwie wypluło ;)
(16 maja 2012 )

Autor:: admin | Kategoria: Bez kategorii | Komentarze (4)

Wprawdzie zdarzyło mi się od jednej z moich najsympatyczniejszych Klientek dostać kiedyś życzenia, które powaliły mnie na kolana, a brzmiały, ni mniej, ni więcej, tak:

  •  ”(…) żeby te czarne dziury już nie wchłaniały tylko pozostawiały w stanie permanentnego wyplucia„,

trudno jednak ukrywać, że póki co wciąż czekają one na spełnienie :)

Czarna dziura pracowa mnie wsysła na amen, tak definitywnie, że nawet mój własny blog o mnie zapomniał ;) Zagrzebałam się w indywidualnych zamówieniach, w księgowości i papierologii firmowej oraz w domowo-ogrodowych wiosennych porządko-remontach, przez co po zrobieniu rzeczy najwazniejszych padałam do łóżka, a rano wstawałam w ten sam młyn :)

Teraz mam jednak mam nadzieję nadrobić zaległości, wstawiać do butiku zalegające długo nowości i pokazać Wam choć kilka rzeczy, które zrobiłam dla Klientek, a których nigdzie póki co widać nie było :)

Na dobry początek – heliotropowa bransoletka dla Klientki od życzeń z początku tego postu. Alicja mój butik zna od stosunkowo niedawna, ale błyskiem dała się niezwykle polubić :) Moje serce zdobyła wyznając przy okazji kolczykowych zamówień, że uszy zamierza dopiero przebić, właśnie po to, aby móc błyskotki moje nosić :) Uła! :)

Potem było już tylko lepiej, a kulminacją naszych rozmów był plan stworzenia dla Alicji bransoletki luźno pasującej do kolczyków Mindanao. Miało to być coś na wzór Szmaragdowego liścia, „coś w kolorach granatowych, ze srebrem”, „i może jeszcze z dodatkowymi „cusiami” zwisającymi gdzieniegdzie”, tylko  ”żeby więcej bajzlu w tym było” i ogólnie:  ”granatowo – srebrne i dyndające to słowa klucz” :D

Siedziałam, dumałam, bo niby wiedziałam, co chcę osiągnąć, ale zupełnie mi się nie składało. A to burdlu było za mało w bransoletce, a to całość jakaś taka nędznawa. W końcu jednak, bo dłuższym czasie, przyszedł dzień, w którym samo mi się zrobiło. Przysiadłam bez parcia na skończenie i siup! Gotowe :)

Bransoletka Alicji - heliotropy, dyndaje i ogólny bajzel na życzenie ;)

Bransoletka Alicji - heliotropy, dyndaje i ogólny bajzel na życzenie ;)

Bransoletka Alicji - heliotropy, dyndaje i ogólny bajzel na życzenie ;)

Powstała bransoletka z kryształków Heliotrope, z której dyndają sobie większe łezki w tym samym odcieniu oraz gronka z biconów Swarovskiego w kolorach Cobalt, Purple Velvet i Capri Blue. Miałam nadzieję, że mój twór spodoba się Alicji iiii… udało się! Drżąc, doczekałam się maila z odpowiedzią. A potem drugiego, trzeciego i czwartego :) Jedna po drugiej spływały do mnie wiadomości wywołujące na moim pysku coraz większego banana :) Najpierw

  • „AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
    jest boska!!!!!!!!!!!!!!!
    nie przeczytałam jeszcze maila, potem przeczytam i coś odpisze, na razie się pozachwycam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    TAKĄ CHCIAŁAM !!!!
    wow
    WESZŁAŚ W MOJĄ GŁOWĘ ! :D :D :D  

potem:

  • Ok, ochłonęłam :) )
    Rozmiar idealny, kolory super, ilość dyndajów boska <3 
    (…)
    Jest IDEALNA !

oraz:

  • Napatrzeć się nie mogę !

a na koniec:

  • Pokazałam przyjaciółce zdjęcie bransoletki, nie mówiąc o co chodzi. Cytuję: 
    „wow, jest taka…taka, taka twoja! ” :D  
    Cudna cudna cudna <3 <3 <3 

Czy po czymś takim można zrobić coś innego, niż rozpłynąć się z radochy? :D


Tagi: , , , , , ,

Dzień szczególny :)
(8 marca 2012 )

Autor:: admin | Kategoria: Bez kategorii | Komentarze (5)

8 marca - Dzień Kobiet w Kopalni srebra Mariselli

Pewno niewiele osób o tym wie, ale 8 marca jest dla mnie szczególnym dniem. I nie chodzi o kwiaty ani o uśmiech, który sam pojawia się na ustach, gdy spacerując ulicą widzi się grupki chłopców konspiracyjnie dyskutujących nad wręczaniem prezentów dziewczynom ze swojej klasy. Nie chodzi nawet o słonko, które zazwyczaj pięknie wtedy świeci, bo przecież wiosna się powoli zaczyna.

8 marca wiele dla mnie znaczy, bo równo rok temu zaczęła działać moja firma, nieco ponad miesiąc po tym, kiedy moje życie zmieniło się o 180 stopni i w pewnym sensie zaczęło się od nowa. Niby ta czysto symboliczna data rozpoczęcia działalności nic nie znaczyła, bo też nic się nie zmieniło – biżuterią zajmowałam się przecież już wcześniej, odziedziczony po poprzedniej firmie butik działał po staremu… Ale jednak, gdy załatwiwszy wszelkie formalności, siedziałam przy oknie, patrzyłam w słonko, przyglądałam się pierwszym krokusom i dumałam popijając gorącą herbatę, czułam gdzieś tam w głębi, że coś się zaczyna, że teraz wszystko zależy tylko ode mnie i nie wiem, czy bardziej mnie to cieszyło, czy przerażało.

Minął od tej chwili rok i aż trudno uwierzyć, ile się przez ten czas zdarzyło i że tak wiele dało się upchnąć w ciągu zaledwie 12 miesięcy! Gdyby z jakiegoś powodu życie miało mi teraz przelecieć przed oczami, ten ostatni rok przelatywałby szczególnie długo ;) A gdyby ktoś jeszcze 3 lata temu powiedział mi, że będę tu, gdzie jestem, że będzie, tak, jak jest, i że rzeczy będą się miały tak, jak się obecnie mają, kazałabym mu się przebadać :) I choć to niewiarygodne, to jednak jest mi w tym wszystkim dobrze :)

A dobrze może być między innymi dlatego, że mam wokół siebie wiele wspaniałych kobiet, które poznałam przez ostatnich kilku lat w związku z pasją biżuteryjną oraz drugą, zgoła odmienną :) Mówi się, że nikt nie podłoży jednej kobiecie nogi tak skutecznie, jak druga, ale ja Was zapewniam – to kompletna bzdura!

Mnie otaczają niemal same cudowne babki, pozytywne, silne, wytrwałe, z pasją, energiczne, pracowite, odpowiedzialne, urocze, miłe, bystre, inteligentne, życiowo mądre, empatyczne, ciepłe, uśmiechnięte, radosne, uczynne, otwarte, takie, na które zawsze mogę liczyć, które podtrzymują na duchu, rozbawiają, pocieszają, wyciągają pomocną dłoń i zwyczajnie są, gdy mi ich potrzeba. Są wśród nich moje najlepsze przyjaciółki, Kasia i Marzena, są przyjaciółki nie mniej bliskie, są wspaniałe koleżanki, są pełne dobrej energii znajome, są wreszcie Klientki, z których częścią zdążyłam się już przez lata zaprzyjaźnić :)

I dziś właśnie, w Dniu Kobiet, a zarazem w rok po rozpoczęciu nowej, firmowej drogi, kiedy znów dopadły mnie wspomnienia i duch podsumowań, chciałam tym wszystkim kobietom wokół mnie podziękować:

  • Kasi za te 6 tysięcy maili, które wymieniłyśmy, za wsparcie i głaskanie po głowie, gdy trzeba, za to, że mam ją pod ręką, gdy mi dobrze i źle, niemal jak w małżeństwie :) Za to, że niezawodnie poprawia mi humor i za to, że nawet gdy się pokłócimy, wyciąga rękę do zgody albo zauważa moją; że bez wahania przyłącza się do wszelkich moich szalonych inicjatyw i sama także inicjuje własne (te urodziny, Kaha!)
  • Marzence za to, że jest Marzenką, że się nie zmienia i nawet jeśli jest już daleko od Krakowa i ode mnie, mnie ciągle na sercu ciepło, gdy pomyślę, co przeżyłyśmy razem biegając przez pięć lat między Gołębią i Grodzką i o czym rozmawiałyśmy przy hiszpanach i herbatce od Michalskich :)
  • Jadwiszce za to, ze ma energię tak podobną do mojej, a do tego dobre serce :) I że potrafiła przekonać mnie do sukienek!
  • Szymczakowi za jej wredną, paskudną, pełną skłonności do szyderstw naturę, dzięki której jest mi tak bliska :D
  • Agnieszce Rudej, która jako jedyna potrafi w niedzielę ściągnąć mnie z łóżka o 4tej i nie mówiąc choćby słowa przekonać, że warto jechać 20km w jedną stronę na gimnastykę. Wystarczy, że w grafiku klubu fitness pojawi się jej imię :) Dziękuję za to, że jest fantastyczna, pełna dobrej energii, zdolna, bezpretensjonalna i choć pewnie nawet o tym nie wie, potrafiła swego czasu kopnąć mnie we właściwym kierunku :)
  • Moim krakowsko-śląskim babom-rękodzielniczkom za codzienne ploty forumowe i cudowne comiesięczne spotkania pełne dobrej energii, dobrej zabawy i dobrego jedzenia :) Agnieszcze Sadowskiej, Agatce, Agnieszce Rudej, Patrycji, Bożence, Basi, Zuzannie, Kornelii, Weronice, Hani, Kasi Kołodziej, Ani, Magdzie, Marcie, drugiej Marcie i jeszcze raz Kasi :) Uffff… A jeśli kogoś pominęłam – wiecie przecież, że to nie ze złej woli :)
  • Moim cudownym przyjaciółkom i koleżankom biżuteryjkom, których jest tak wiele, że nawet nie próbuję wymienić ich wszystkich z imienia :) Ale Wy, dziewczyny, będziecie wiedziały, że to o Was :)
  • Przeogromnej grupie absolutnie fantastycznych lobbystek, dzięki którym już lata temu na amen pozbyłam się mizoginizmu i przekonałam się, jak fantastyczne, ciekawe, dobre, zaangażowane i mądre potrafią być kobiety. Jestem dumna, że mogę być w takim niezwykłym gronie :)
  • Moim Klientkom, dzięki którym mogę w życiu robić to, co kocham :)
  • osobom, które z pewnością tego nie przeczytają, ale wdzięczna im jestem i tak: mojej guru księgowości, która z niezwykłą cierpliwością tłumaczyła mi najbardziej podstawowe podstawy prowadzenia papierów firmowych :) , Paniom z poczty przy Medweckiego, bo nawet za pięć dziewiąta są w dobrym humorze; wszystkim moim lekarkom za to, że chciało im się tyle lat kształcić tylko po to, żeby pomagać przykładowej Mariselli :)
  • Last but not least, mojej mamie, bo jest najwspanialszą mamą, jaką mogłabym sobie wyobrazić, i mojej babci, bo w życiu nie spotkałam kobiety tak twardej i wytrwałej, jak ona, więc jest dla mnie pod tym względem niedoścignionym wzorem.

Dziękuję Wam wszystkim, moje drogie! Pamiętajcie nie tylko od święta, jak wiele jesteście warte :)


Tagi:

U Swarovskiego pastelowo, czyli pierwsze przecieki o nowościach w kolekcji na sezon wiosenno-letni 2013
(26 lutego 2012 )

Autor:: admin | Kategoria: Bez kategorii | Komentarze (1)

Jak co roku w lutym, niby nic nie wiadomo, a jednak coś tam przecieka, i człek ciekawski niczym Marisella, szperając tu i ówdzie, z porozsiewanych strzępów informacji wydobędzie kilka podstawowych faktów o tym, co też Swarovski dla kryształoholiczek przygotował na sezon wiosenno-letni :)

Tym razem sama nie wiem, co o nowościach myśleć. W kolorach – zdecydowanie pastele. Łososiowy (łososiowy?) Rose Peach w kryształach i perłach, a do tego  zielonkawy Crystal Luminous Green jako nowy efekt.  Z nóg mnie to jakoś niby nie zwala, tak jak swego czasu zrobił to na przykład Silver Night, ale źle też nie jest – kolory wiosenne i idealne na drobne akcenty do biżuterii ślubnej i druheńskiej (a wszak sezon nadchodzi wielkimi krokami :) ), a w sumie w palecie Swarovskiego jest już tyle barw, że i tak jestem pełna podziwu dla Twórców coraz to nowszych odcieni. Mają łby!

Nowe odcienie z kolekcji Swarovskiego na sezon 2013

Ich spryt przejawia się też w innych posunięciach – gdy brakuje im pomysłu na nowe odcienie, sięgają po istniejące, zgodnie z dewizą mojej Pani od plastyki z podstawówki – „gdy trudno wymyślić nowe, trzeba sięgnąć po stare” :) Zaiste światła ta teoria znalazła odzwierciedlenie w ofercie Swara już sezon temu – pojawiły się kryształy Topaz Blend i Amethyst Blend, które mieszały przejrzystość z plamami brązu czy fioletu. Tym razem z kolei do wspólnego kociołka wlano odcienie Fern Green i Topaz (choć po zdjęciu powiedziałabym, że raczej Light Topaz, mam nadzieję, że się nie mylę…) oraz Blue Zircon i Burgundy. Co z tego wyszło? Bo ja wiem… Dużych form w tej mieszance jakoś nie widzę (z dużych będą zresztą tylko migdały), ale bicony do plecionek mogą być z tego całkiem niezłe :)

Nowe odcienie z kolekcji Swarovskiego na sezon 2013

Jeśli o kolory idzie, obiło mi się o uszy, że Swar ma też wprowadzić kolory pereł nawiązujące do barw kamieni naturalnych – jadeitu, turkusu, lapisu lazuli, oraz do trzech odcieni korala i kości słoniowej. Ale czy w jednym półroczu pojawiłoby się aż tyle nowych barw czy może coś źle zrozumiałam? Zobaczymy z pewnoscią nie dalej, niż za kilkanaście dni :)

Nowe odcienie pereł z kolekcji Swarovskiego na sezon 2013

W szlifach natomaist tak jak zawsze – zachwycają mnie guziczki i kryształki bezdziurkowe, których się pewnie u nas nie uświadczy w ilosciach mniejszych, niż hurtowe (Organic Oval i Shell – absolutnie śliczne!), podoba mi się także kilka zawieszek, w tym smukły owal Ellipse (ciekawe czy nie zmaszczą sprawy i wprowadzą go w jakimś dużym, tj. dłuuuuugim rozmiarze ;) nie pogardziłabym i czterema centymetrami nawet :) ) oraz parę koralików, w szczególności Column z dwiema dziurkami (szkoda, że tylko z dwiema, ach szkoda!).  Zawieszka w kształcie fali na pierwszy rzut oka zdawała mi się hitem, ale po dłuższej chwili zaczęła mi przypominać glistę ;) i na dodatek dziurkę ma w jakimś takim miejscu, że moim zdaniem nie ma to szansy wyglądać dobrze. Mam nadzieję, że po ujrzeniu Wave’a na żywo będę musiała te słowa odszczekać :)

Nowe szlify z kolekcji Swarovskiego na sezon 2013

A skoro plotki w świat puszczone, pozostaje czekać na to, co się rzeczywiscie pojawi i jak to będzie się na żywo prezentować. Ja, jak to ja, już zacieram łapki z niecierpliwością ;)

 

PS. Od chwili, gdy wpis powstał, do chwili, w ktorej go publikuję, kilka nowych wieści do mnie dotarło i okazuje się na przykład, że Ellipse faktycznie będzie w duuuużych rozmiarach, także w moich wymarzonych 4 centymetrach (a będą i większe!), mieszanka Fern Green z Topazem jednak chyba nie wyszła tak atrakcyjna, jak liczyłam, ale za to Luminous Green zapowiada się wiosennie i bardzo apetycznie, a na zywo powinnam móc to ocenić już jutro, kiedy pierwsze kryształy w tym odcieniu wpadną w moje łapki :)


Tagi: , , , ,

Marisella da się lubić! ;)
(14 lutego 2012 )

Autor:: admin | Kategoria: Bez kategorii | Komentarze (0)

Jeśli komuś przyszłoby do głowy polubić moją Kopalnię srebra, Walentynki są ku temu doskonałą okazją! Czyż nie? :)

Choć mój butik na Facebooku obecny jest już od jakiegoś czasu (mam nawet niemal setkę fanów, jej! dla setnego będzie trzeba chyba przygotować jakiś drobny upominek :D ), dopiero dziś przyszło mi do głowy, aby się tym pochwalić w tym miejscu :)

Jeśli wiec jesteście entuzjastami serwisów społecznościowych, możecie być na bieżąco z marisellową twórczością dodając do lubionych stron mój fanpage, ten o tutaj :)

 

Kopalnia srebra Mariselli na Facebooku

 

A kto jest ciekaw, co u mnie prywatnie, może subskrybować także to, co dzieje się u mnie samej, choć do tego nie namawiam, bo o niczym ciekawym na co dzień nie piszę – ot, od niespełna roku (ależ to minęło!) niestrudzenie szerzę miłość do gorącego kakao i słodkiego koglu moglu oraz piszę o tysiącu spraw zupełnie dla życia ludzkości niekluczowych :) Zbyt strasznych, zabawnych lub ciekawych, żeby o nich znajomym słowem nie wspomnieć, ale zbyt błahych, aby osobną notkę dedykować im tutaj :)

 

Marisella na Facebooku

 


Tagi: , ,

Ślubny prezent z koralem :)
(11 lutego 2012 )

Autor:: admin | Kategoria: Bez kategorii | Komentarze (2)

W ramach prezentowania zalegających na dysku zdjęć dawno zrobionych, acz nie pokazanych szerszemu gronu biżutów, zaczynam od kompletu z koralem wykonanego na zamówienie forumowej koleżanki i będącego prezentem ślubnym dla pewnej dojrzałej już pary, która postanowiła się pobrać :) Spinki do mankietów dla niego, kolczyki z wisiorem dla niej, a wszystko z korali o tym samym kształcie, w spinkach oprawionych w srebrną blachę.

Spinki do mankietów, kolczyki i wisior ze srebra i czerwonego korala

O ile kolczyki są, zgodnie z życzeniem, dość klasyczne i problemów nie sprawiły, o tyle nad spinkami napociłam się jednak ciut bardziej, niż mi się początkowo wydawało, że będę musiała. Do każdego korala ręcznie piłowałam blachę, aby nadać jej odpowiedni, falowany kształt, a okazało się, że korale, choć niby takie same, bardzo się między sobą różnią i wystarczy włożyć je w odwrotnym kierunku, a już srebrna forma nie pokrywa się z brzegami „kamienia” :)

Spinki do mankietówze srebra i czerwonego korala

Efekt także nieco mnie zaskoczył – spinki wyszły wysokie i przez to znacznie bardziej szykowne, niż się spodziewałam. Jestem z nich zadowolona, choć oczywiście już teraz wiem, co zrobiłabym lepiej, a co zrobiłabym po prostu inaczej, żeby ułatwić sobie pracę :) Zapisuję w kajeciku na przyszłość, bo na tej jednej parze nie skończy się z pewnością :)


Tagi: , , , ,

Powoli odmarzam…
(11 lutego 2012 )

Autor:: admin | Kategoria: Bez kategorii | Komentarze (0)

Nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu mym nadejdzie dzień wzglednego spokoju, kiedy nic się nie będzie działo. Takie naprawdę nic. Kiedy człowiek siądzie sobie na ganku czy sofie, z kubkiem herbaty w ręku i nie będzie miał żywcem wokół czego myśli opleść. Kiedy nic mu się na głowę nie zawali, kiedy nie zatrzaśnie się w chałupie, kiedy ktoś mu się do tej chałupy nie będzie próbował wtranżolić w sposób nieautoryzowany, kiedy nie pęknie jakaś rura, jakaś inna nie zacznie cieknąć, kiedy nic mu nie zapierdaszą. Kiedy nie będzie trzeba gnać w pocie czoła na pocztę ani ścigać kuriera, który po tygodniu dostarczania paczki radośnie stwierdzi, że adres, pod którym z tym kubkiem herbaty się właśnie siedzi, nie istnieje, bo Pani w wiejskim sklepiku nic o nim nie wie.  Kiedy się nie okaże, że a to w przychodni zaginęło pół karty z informacją z pięcioletniego leczenia, a to w urzędzie nagle brakuje jakiegoś dokumentu.

Czasem myślę sobie, że taki błogi spokój to chyba dopiero, gdy się świat zacznie kończyć, tak po Miłoszowemu, ze staruszkiem po sąsiedzku przewiązującym pomidory, bo póki żyję, szans nie ma, coś się musi zdarzyć. Gdy tylkoz  jednym się ogarnę, coś kolejnego musi nadejść z siłą cyklonu, żebym, nie daj Boże, nie mogła w spokoju popracować, pomieszkać, spać, jeść i żyć jak człowiek ;)

Tym razem Brutusem okazał się komin, przez który w weekend byłam na dobrej drodze ku odejściu z tego świata (zaprawdę powiadam Wam, zainwestujcie w czujnik dymu i czadu, jeśli tylko macie ku temu okruszek powodu). Nie dałam się jednak tak łatwo i żyję, zaiste, ale z zimna funkcje życiowe zwolniły niemal do zera. Na zewnątrz minus dwadzieścia ileś, a ja zostałam bez ogrzewania od niedzieli, zaś od poniedziałku, oprócz tego, w odstawkę poszła praca i wszsystko pokrewne (ograniczyłam się do spraw kluczowych, typu pakowanie opłaconych zamówień, co zgrabiałymi paluchami szło mocno tak sobie), a ja  z pomocą kuzyna i mojego lokalnego anioła stróża zarazem (a raczej – pomagając jemu, bo ja się tylko na wykidajło nadaję, a to on jest mózgiem tego typu prac :) ) zabrałam się za rozkuwanie starego komina w wynajmowanym obecnie domu i za murowanie nowego. Wszystko to oczywiście w rześkiej atmosferze góra pięciu stopni. Koszmar, powiadam Wam, ale już się na szczęście niemal skończył (została „tylko” maaasa sprzątania, bo cały dom tonie w gruzie, kurzu i sadzy), a co za tym idzie – i moja praca powoli wraca na właściwe tory - zamówienia powysyłane i zaległości mailowe odpracowane (jeśli jednak ktoś jeszcze czeka na jakąś odpowiedź – niechaj napisze ponownie, może mail nie dotarł lub przegapiłam w ferworze walki :) )

No i będą nowości, oczywiście :) Te, które miały być walentynkowe, ale im się przez awarię centralnego ogrzewania nie udało, i te, które miały się w Kopalni pojawić jeszcze w styczniu. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, w lutym będzie się działo, oj będzie :) Postaram się też powoli umieścić na blogu zdjęcia starszych biżutów, które powstawały jeszcze przedświątecznie na indywidualne zamówienia, ale nie było czasu ich opublikować :) Pierwszy komplet z tej serii – już za momencik :)


Tagi: , , ,

Wiejski żywot biżuteryjki Mariselli – rozdział pt. „Śmieci”
(31 stycznia 2012 )

Autor:: admin | Kategoria: Bez kategorii | Komentarze (7)

Przeprowadziwszy się w przypływie szaleństwa rok temu na wieś, najpierw jedną, potem drugą, nie spodziewałam się, że będzie mi tu całkiem dobrze. Na ogół nie mam bowiem powodów do narzekań – po pierwsze dlatego, że ja zasadniczo cierpliwym człowiekiem jestem, wiele zniosę i rzadko marudzę tak na serio-serio, po drugie zaś dlatego, że prowincja ta, dechami zabita (niezbyt szczelnie, ale jednak gwoździe dobrze trzymają ;) ) ma szereg zalet nie do przebicia. Są jednak takie dni, kiedy o wiele wyraźniej widzi się jej niedoskonałości ;)

Otóż jedną z niewątpliwych wad mieszkania na wsi jest fakt, że wywóz śmieci odbywa się – tam dam da ram! – raz w miesiącu. Pal jeszcze licho zimę, szczególnie przy obecnych mrozach, ale wyobraźcie sobie lipcowe upały! Kto się zastanawia, co się dzieje latem w kuble na odpady po miesiącu leżakowania najstarszych z nich, temu powiem tylko, że nowe formy życia z mojego kontenera mogłyby wtedy spokojnie wygrać każdą partię szachów z tymi z mojej lodówki. Z palcem w nosie ;)  Dodam przy tym, że z lodówki nieraz słyszę zażarte dyskusje w stylu: „Dobra, chłopaki, to koło już mamy, teraz weźmy się za to lekarstwo na raka, a potem się pomyśli co dalej”, więc w ciemię bici jej nie zamieszkują ;)

Zastanawia mnie w takich momentach, gdzie się podziewają mądrale z sanepidu, ci co to mojego ulubionego Pana z budką z hot-dogami z bieńczyckiego bazarku wyrzucić potrafili, że niby brak bieżącej wody to taki dramat, ale zupełnie nie przeszkadza im, że jak człowiek zwiejszczony chce w środku lata z końcem miesiąca kolejny kubeł śmieci z kuchni wyrzucić, to drży z obawy, że po otwarciu kontenera muchy mu oczy powybijają ;) Serio, zanim opracowałam metodę masowej eksterminacji życia kontenerowego, miałam wrażenie, że jak się z niego jakiś robal na wolność wydostanie, to sołtysowi psa zeżre jednym kęsem :D No chyba, że bernardyna, bernardyn byłby na dwa.

Musicie przy tym wiedzieć, że przegapienie comiesięcznego terminu wywozu śmieci albo niewystawienie kontenera wystarczająco blisko drogi, którą z gracją rankiem przemyka śmieciara, wiąże się z tym, że zostanie się z nim, pełniutkim do granic możliwości, na kolejny miesiąc i nie ma że boli. Nikt po śmieci nie przyjedzie ponownie za żadne skarby, nawet jeśli dwa tygodnie później śmieciara obskakuje sąsiadów pół kilometra dalej. Nie muszę zatem chyba dodawać, że dzień wywozu jest dla mnie, nienawykłej do kreatywnego radzenia sobie z problemem odpadów za pomocą domowego kotła CO tudzież innych, jeszcze bardziej twórczych metod, dniem świętym, świętszym od własnych urodzin, rozpoczęcia Euro i Święta Matki Boskiej Zielnej razem wziętych. Koszmar z fabułą osnutą wokół wątku przegapienia wywozu zrywa mnie w nocy krzyczącą w poduszkę i  z czołem potem zroszonym ;)

Kiedy więc wczoraj wieczorem z bólem skonstatowalam, że to ostatni poniedziałek stycznia i nazajutrz, o wielkie nieba, nastanie pierwszy wtorek miesiąca, czyli dzień odbioru śmieci, zabrałam się za przerabianie planu dnia, aby od świtu do góra dziewiątej wykroić kilka godzin na przygotowanie kontenera. Bo w moim przypadku nie wystaczy powrzucać odpadów segregowalnych do odpowiednich worów, a kubłem wyjechać ku ulicy, o nie. Oprócz tego bowiem, że wraz z domem wynajęłam piękny ogród i sad, w moim władaniu znalzła się też piwnica, a w niej… wszystko. Piwnica jest zresztą tematem na oddzielny tom opowiadań, dość powiedzieć, że ostatnio znalazlam w niej słoiki z napisem „1974″ i zawartością przypominającą żabie udka w formalinie. Od tamtej pory codziennie dla własnego zdrowia psychicznego próbuję sobie wmówić, że ten ciąg cyfr na pewno NIE był datą ;)

Piwnica ta przyprawia mnie o taką traumę, że staram się ją systematycznie ogarniać i gdy tylko z końcem miesiąca w kontenerze zostaje mi ciut miejsca, wynoszę do niego a to jakąś zamiecioną zgniłą cebulę, która wygląda jakby miała z dekadę, a to zakrętki po szamponach, metalowe puszki i inne przyjemności, opowiadania o których Wam oszczędzę, a którymi chyba przede mną palono w piecu, bo nie widzę innego powodu, żeby je tam znosić, a to słoiki z zawartością, na którą brzydzę się choćby patrzeć, a obrzydliwa jestem nieszczególnie ;)

Sami więc rozumiecie, roboty jest, że hoho. Pozbierać po domu plastikowe butelki, pozgniatać i zakrętki odłożyć do specjalnego pudełka, bo jako wnuczka niewyrodna zbieram je dla babci, która wierzy, że tymi zakrętkami pomoże jakiemuś dziecku zebrać na wózek inwalidzki (dlaczego nie mogę po prostu dorzucić się gotówką, zamaist zakrętkami, o to mnie nie pytajcie ;) ). Do tego poskładać tetrapaki, papierowe etykietki od szklanych słoików odlepić, wyniuchać zbędne papierzyska w domu i tak dalej, i tak dalej. Kto segreguje, ten wie ;)

Jakby tego było mało, w dniu wywozu muszę także wynieść z piwnicy popiół, który się zebrał w ciągu miesiąca ogrzewania chałupiny, a popiół ten oddzielić przed wyrzuceniem od resztek koksu, bo inaczej w życiu bym się w tym jednym kontenerku nie zmieściła ;) Z doświadczenia wiem, że to łącznie roboty na trzy-cztery godziny, z czego dobra połowa przed domem.

A oczywiście, oczyyywiiiiiiście, właśnie musiał się wyszykować mróz i zima jak się patrzy! A jakże! Ponieważ jednak wyczytałam w prognozie 16-dniowej, że przed nami kilka dni z -28 na termometrze, zmieniłam perspektywę każącą mi do tej pory uznawać minus sześć za koniec świata i wstawszy z trudem o wpół do piątej zerknęłam przez okno w niemal całkowitą ciemność, a nastepnie pełna chorego optymizmu sama do siebie rzuciłam: „O, minus dwadzieścia dwa. To nie jest jeszcze tak źle!”. Nie no, skądże! ;)

Ponieważ jednak choroba to ostatnie, co mi potrzebne, do załatwiania spraw śmieciowych ubrałam się solidnie. Na górę koszulka na ramiączkach, T-shirt, koszulka z długim rękawem, sweterek, ciepły golf, gangsterska bluza zakoszona bratu (z kapturem!), a na to przeznaczony do prac piwnicznych polar. Z dołem też poszło sprawnie, mądra byłam bowiem nie wyrzucając spodni, które od jakiegoś czasu stopniowo robiły się za duże. Dzięki temu na bawełniane getry, które obecnie zwałoby się leginsami, mogłam założyć lekkie, materiałowe spodnie, na nie dżinsy, a na to wszsytko kolejne dżinsy, które dobre były na mnie 6 miesięcy temu, i kolejne, takie sprzed 10 miesięcy, obecnie piwniczne, brudne jak święta ziemia. Na dłonie rękawiczki rowerowe i rękawice robocze. Założyłabym jeszcze trzecie, w piątek kupione, wełniane, ale w sobotę zdążyłam je już posiać. Po owinięciu się szalikiem i wzuciu trzech par skarpetek zaczęłam się zastanawiać, po co mi w sumie szafa, skoro w tej chwili mogłabym w niej co najwyżej kurz pościerać! :D

Dwóch par butów, niestety, założyć się nie dało, wdziałam więc robocze drewniaki i wyglądając bardziej przerażająco niż ET skrzyżowany z Buką z Muminków, ruszyłam walczyć z kontenerem, wiadrami, słoikami, worami i wszystkim, co się nawinie. W bojowym nastroju i trzaskającym mrozie po dwóch godzinach ze wszystkim uwinęłam się elegancko, zostało mi tylko to, co mogłam robić w domowym ciepełku (litościwie nazwijmy to ciepełkiem ;) )

Ponieważ jednak dochodziła już dziewiąta, a na ulicy było coś podejrzanie cicho, naszły mnie wątpliwości, czy aby jakimś cudem w ferworze pracy śmieciarki nie przegapiłam. Modląc się, żeby nikt mnie w mym zacnym stroju nie ujrzał, ruszyłam  raźno ku drodze zerknąć, czy kontenery sąsiadów nie stoją już przypadkiem opróżnione. Wyglądam i nic. W prawo zerkam, w lewo zerkam – ani pół kontenera, ani pół posegregowanego śmiecia! Nic!

Myślę sobie, co u licha i zmierzając ku domowi układam w kolejności wszystkie nieprzystojące damie słowa, które wyrecytuję Pani z MPO przez telefon, gdy zadzwonie zapytać, czemu nikt mnie, do diaska, nie uprzedził o zmianie terminu wywozu. W połowie drogi, gdy całość nabierała już kształtu ostatecznego, wpadła mi jednak do głowy genialna myśl, że wszakże – ta dam! – dziś mamy jeszcze styczeń, a pierwszy wtorek miesiąca, to, jako żywo, ten za tydzień. Ten, w który ma być nie minus 22, tylko raptem minus 8 stopni. I ten, który miałabym zdecydowanie luźniejszy, niż dzisiejszy. I ten w ogóle pod każdym względem odpowiedniejszy, niż dzisiejszy.

O Zeusie, dodaj mi rozumu, bo dotychczasowa jedna, i to z kotem wspóldzielona szara komórka zdecydowanie przestaje mi wystarczać! ;)

Wypompowana jak balonik po emausie, zakitrana w tonę wierzchniej odzieży, pozbawiona energii i snu o poranku, przygarbiona pod ciężarem własnego nieogarnięcia wykręciłam kontenerem i odstawiłam go na swoje miejsce. I teraz tylko się zastanawiam, gdzie ja, u licha ciężkiego, będę przez kolejny tydzień śmieci wynosić i kocią kuwetę wypróżniać, skoro kosz po kilku godzinach intensywnej pracy załadowany z czubkiem ;)

 


Tagi: , , ,

WOŚPowy finisz bransoletkowy :)
(30 stycznia 2012 )

Autor:: admin | Kategoria: Bez kategorii | Komentarze (4)

Bez zbędnych słów, za to z przewagą obrazków :) Dziś kończą się licytacje trzech ostatnich bansoletek, które wraz z biżuteryjkami z całej Polski przygotowałyśmy dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy :)

Tutaj można jeszcze przez kilka godzin licytować tęczową: 

Tęczowa bransoletka z charmsami dla WOŚP

Tęczowa bransoletka dla WOŚP

Tutaj tę w kawowych brązach:

WOŚPowa bransoletka w barwach kawy

WOŚPowa bransoletka w kolorze kawy z mlekiem

A tutaj czekoladowo-wiśniową :)  

Czekoladowo-wiśniowa bransoletka z charmsami dla WOŚP

Czekolada z wiśniami - bransoletka dla WOŚP

 


Tagi: , , , , ,

Z Orkiestrą z całego serca! :)
(17 stycznia 2012 )

Autor:: admin | Kategoria: Bez kategorii | Komentarze (1)

Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy już wprawdzie za nami, ale jeszcze nie koniec możliwości dorzucenia swojego grosza do WOŚPowej skarbonki :) Trwają bowiem wciąż charytatywne aukcje na Allegrowym podserwisie, na którym można także znaleźć niepowtarzalne i przepełnione dobrą energią bransoletki stworzone przez bizuteryjki z caluteńkiej Polski!

Dla WOŚP - bransoletka z granatami

Początkowo pomysł był dość skromny – ponieważ w związku z przedświątecznym nawałem pracy nie zdążyłam przygotować żadnego specjalnego projektu indywidualnego, wpadło mi do głowy, aby połączyć siły z krakowskimi biżuteryjkami, z którymi regularnie się spotykam, i stworzyć razem bransoletkę z dopinanymi charmsami, które łączyłby motyw serca, jak na WOŚP przystało :)

Bransoletka dla WOŚP - w zieleni z miedzianym akcentem

Rzuciłam hasło, mając nadzieję, że znajdzie się choć jedna krakowianka, która zechce wraz ze mną wziąć udział w tym eksperymencie. Odzew natomiast przerósł moje najśmielsze oczekiwania! 23 osoby(łącznie ze mną – 24 ;) ) zechciały wziąć udział w projekcie, którego zasięg nagle objął calusieńką Polskę, bo do akcji zgłosiły się dziewczyny nie tylko z Krakowa i okolic, ale też spod Warszawy i spod Łodzi, ze Szczecina, z Dąbrowy Górniczej, Zawiercia i Świętochłowic, z Poznania, z Wrocławia, z Gdańska, z…. Zewsząd! Listonosz do tej pory nie wyszedł z szoku po tym, jak w ciągu kilku dni dostarczył do mnie kilkadziesiąt przesyłek z wykonanymi przez dziewczyny charmsami, które dołączyć miałam do przygotowanych przez siebie bransoletkowych baz :)

Bordowa bransoletka dla WOŚP

Bransoletki wyszły cudne i absolutnie jedyne takie na świecie! W każdej z nich bije serce wielu z nas, każda pełna jest pozytywnych emocji i wiary w pomoc, którą niesie Orkiestra. Niejedna z dziewczyn biorących udział w akcji to matka dziecka, które z WOŚPowej pomocy skorzystało i kto wie, czy nie dzięki temu żyje. Mnie szalenie poruszyła historia Ani (autorki mojego pięknego notesu), której synek urodził się jako wcześniak i ważył raptem tyle, co trzy kostki masła :( Niesamowitą historię walki o życie, a potem zdrowie chłopca możecie przeczytać tutaj, choć słowa nie są chyba w stanie oddać tego, co odczuwała Ania i jej mąż, i nie są w stanie opisać wzruszenia, które rodzi się, gdy człowiek widzi WOŚPowe serduszko, wcześniej przez kilka tygodni oglądane na inkubatorze, w którym leżało jego dziecko. Patrząc dziś na Miłosza nigdy w życiu nie domyślilibyście się, jak wiele w jego życiu już się zdarzyło, tak jak i ja się nie domyśliłam, widząc go bawiącego się z bratem :)

Szmaragdowa bransoletka dla WOŚP

Mając wśród przyjaciół osoby wiele Orkiestrze zawdzięczające, z tym większą przyjemnością oddałyśmy się tworzeniu serc-charmsów, które wystarczyły na niejedną bransoletkę! (choć początkowo tylko jedna była planowana :) ) Cztery z nich możecie jeszcze dziś wylicytowaćbordową z granatami (cacko!) znajdziecie tutaj, szmaragdowątutaj, w intensywnej czerwienitutaj, a w miedzi i zieleniachtutaj.

Aukcje kończą się późnym wieczorem, mniej więcej wtedy, kiedy zaczną się trzy kolejne. Ale o tym póki co – szaaaaa ;)

A miłośniczkom ozdób do uszu polecam krwistoczerwone, sercowate kolczyki  Siam Hearts, które także przeznaczyłam na rzecz WOŚP (klik!)

Kolczyki Siam Hearts dla WOŚP
Mogą pasować do jednego z charmsów z czerwonej bransoletki! ;) (akurat tego, który jest najbardziej w tle i prawie go nie widać ;) ale dokładniej możecie obejrzeć  go na aukcji :) )

Bransoletka z charmsami w intensywnej czerwieni dla WOŚP


Tagi: , , , , ,
Starsze wpisy »
© Kopalnia srebra Mariselli 2012 Szablon do bloga powstał na podstawie szablonu "Vector Leaves" w tłum. Perfecta